Wracamy na Księżyc (prawie), czyli o misji Artemis II

0 komentarzy

Czwórka astronautów w jednej kapsule, tysiące kilometrów od powierzchni Srebrnego Globu bez kontaktu z Ziemią przez około 40 minut. To nie fragment kosmicznego filmu science fiction, lecz etap najdalszej wyprawy ludzkości od kilkudziesięciu lat, która – jak wszystko na to wskazuje – wystartuje w najbliższych dniach. Trwa końcowe odliczanie do drugiej (i pierwszej załogowej) misji amerykańskiego księżycowego programu Artemis, dzięki któremu człowiek w najbliższych latach ponownie postawi stopę na Księżycu (ale jeszcze nie podczas tej misji). Pora przyjrzeć się Artemis II i odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące tego lotu. Startujemy!

! Wkład do tego artykułu miało kilka redaktorów Kosmogadki – Martyna Sikora, Łukasz Maćkowiak, Marcin Gajda, Michał Domański oraz Milena Niemczyk!

Czwórka astronautów w jednej kapsule, tysiące kilometrów od powierzchni Srebrnego Globu bez kontaktu z Ziemią przez około 40 minut. To nie fragment kosmicznego filmu science fiction, lecz etap najdalszej wyprawy ludzkości od kilkudziesięciu lat, która – jak wszystko na to wskazuje – wystartuje w najbliższych dniach. Trwa końcowe odliczanie do drugiej (i pierwszej załogowej) misji amerykańskiego księżycowego programu Artemis, dzięki któremu człowiek w najbliższych latach ponownie postawi stopę na Księżycu (ale jeszcze nie podczas tej misji). Pora przyjrzeć się Artemis II i odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące tego lotu. Startujemy!

Dlaczego nie lądujemy na powierzchni Księżyca, tylko go okrążamy?

Bo to nie jest jeszcze misja z lądowaniem. To wielki sprawdzian technologii. Artemis II to pierwszy od ponad pięćdziesięciu lat lot ludzi w okolice Księżyca. I zanim ktokolwiek spróbuje tam wylądować, NASA musi mieć absolutną pewność, że wszystko inne działa bezbłędnie. Ten lot ma przede wszystkim sprawdzić, czy Orion, rakieta SLS, systemy naziemne i procedury załogi są gotowe do bezpiecznej misji w przestrzeni wokół Księżyca. Chodzi o systemy podtrzymywania życia, nawigację, łączność, operacje załogi i zbieranie danych o warunkach panujących w głębokim kosmosie. Lądowanie to zupełnie inny poziom trudności. Wymaga osobnego lądownika, dokowania na orbicie Księżyca, precyzyjnego zejścia na powierzchnię i jeszcze trudniejszego startu z powrotem. Artemis II w ogóle nie zabiera takiego pojazdu. Dlatego, zamiast się spieszyć i ryzykować, załoga poleci tylko wokół Księżyca. Dokładnie tak, jak zrobiła to misja Apollo 8. To ostatni test przed prawdziwym powrotem ludzi na powierzchnię Srebrnego Globu. Krótko mówiąc: najpierw upewniamy się, że potrafimy bezpiecznie polecieć w okolice Księżyca, wykonać jego oblot i wrócić na Ziemię. Dopiero potem stawiamy stopę na jego powierzchni.

Jak wygląda profil misji Artemis II?

Profil Artemis II na początku wygląda jak standardowy lot kosmiczny, jednak im dalej od startu, tym ścieżka tej misji księżycowej staje się coraz bardziej skomplikowana. Ale od początku. Zaczynamy oczywiście od startu. Odbędzie się on z stanowiska LC-39B zlokalizowanym na Przylądku Canaveral na Florydzie. Z tego legendarnego miejsca wystartowało kilkanaście misji wahadłowców, misja Apollo-Soyuz czy pierwsza bezzałogowa misja tego programu księżycowego – Artemis I. 98-metrowa rakieta Space Launch System odpali swoje cztery silniki głównego stopnia RS-25 oraz dwie rakiety pomocnicze SRB. Konstrukcja uwolni się od wyrzutni i wzniesie się w niebiosa. Minutę po starcie nastąpi punkt Max-Q – największych obciążeń aerodynamicznych na rakiecie. Kolejnym etapem będzie odrzucenie bocznych rakiet, które na początku generowały aż około 75% mocy całego pojazdu. Później nastąpi odrzucenie systemu przerwania lotu (LAS) z czubka rakiety, a następnie odrzucony zostanie cały pomarańczowy główny stopień. Górny stopień, czyli ICPS rozpocznie manewr podniesienia orbity wokół Ziemi w celu prawie 24-godzinnego sprawdzenia wszystkich systemów kapsuły Orion, będąc jeszcze względnie blisko naszej planety.

A co dalej? Po separacji statku od ICPS nastąpi dwugodzinna demonstracja możliwości operacyjnych Oriona – pilot Victor Glover wykona rozmaite manewry potrzebnych do sukcesów kolejnych misji programu Artemis. Górny stopień po odrzuceniu będzie miał jeszcze jedno zadanie – uwolnić cztery cubesaty na wysokiej orbicie okołoziemskiej. Niemiecki satelita TACHLES będzie badał wpływ środowiska kosmicznego na komponenty elektryczne, w celu rozwijania technologii pojazdów księżycowych. Południowokoreański K-Rad Cube zmierzy poziom promieniowania w pasach radiacyjnych wokół Ziemi dzięki dozymetrowi imitującego ludzką tkankę, co jest niezwykle kluczowe w kontekście załogowej eksploracji głębokiego kosmosu. Swoje urządzenie ATENEA badające promieniowanie kosmiczne wyśle także Argentyna. Ostatnim dodatkowym ładunkiem jest Space Weather CubeSat-1 od Saudyjskiej Agencji Kosmicznej, który jak sugeruje nazwa, będzie badał pogodę kosmiczną na różnych wysokościach od naszej planety. 

Pora w końcu wyruszyć w kierunku Księżyca. Orion uruchomi swoje silniki europejskiego modułu serwisowego w ramach manewru TLI – Trans Lunar Injection, oficjalnie opuszczając orbitę okołoziemską. Po około czterech dniach nastąpi przelot za ciemną stroną Srebrnego Globu, około 6,5 tysiąca kilometrów od powierzchni ciała niebieskiego. Nastąpi też wtedy około 45-minutowa przerwa komunikacyjna, między Orionem a kontrolą misji. Czwórka astronautów wróci na Ziemię kolejne cztery doby później dzięki trajektorii swobodnego powrotu. Orion wejdzie w atmosferę naszej planety, otworzy najpierw dwa mniejsze spadochrony, które otworzą trzy główne i ostatecznie zwoduje w Oceanie Spokojnym. 

Profil misji Artemis II (fot. NASA)

Czym lecimy?

Załoganci wrócą w okolice Księżyca dzięki supernowoczesnej rakiecie korzystającej z innowacyjnych technologii, umożliwiającej wielokrotny użytek i obniżenie kosztów. No dobra, tak może wygląda program Artemis w innej, równoległej rzeczywistości, lecz w tej naszej jest zupełnie odwrotnie – Space Launch System jest przestarzały, potwornie drogi, a o odzysku możemy zapomnieć.  Jednak można pomyśleć, że skoro rakieta korzysta ze sprawdzonej technologii, jej wdrażanie i eksploatowanie powinno iść z górki. Nic bardziej mylnego, prace nad SLSem zostały zapoczątkowane w 2011 roku z wizją pierwszego startu w roku 2016. Ostatecznie rzeczony debiut opóźnił się o jakieś sześć lat, a na pierwszy lot załogowy wciąż czekamy. Jednak jedno musimy tej konstrukcji przyznać – w obecnej sytuacji na rynku, do której doprowadziły w dużej mierze decyzje polityczne, nie ma szybszej drogi na dotarcie na Księżyc niż właśnie Space Launch System. 

98-metrowy SLS jest największą aktualnie użytkowaną rakietą, która osiągnęła orbitę. Zacznijmy jednak od samego dołu, a tam znajdziemy cztery silniki RS-25, które zostały zbudowane… w erze wahadłowców STS. Trzy z czterech egzemplarzy wykorzystanych podczas misji Artemis II zaliczyły już kosmiczne misje, a jeden jeszcze od Ziemi się nie oderwał. Teraz zostaną one bezpowrotnie utracone. Aby osiągnąć odpowiedni ciąg podczas samego startu, dodatkowo z boku rakiety umieszczone są boczne boostery na stały materiał pędny. One również zawierają odzyskaną technologię z programu STS. 

Pomiędzy nimi, rdzeń rakiety o szerokości ponad 8 metrów zawierający zbiorniki na wodór i tlen. Mieszanka najbardziej efektywna spośród wszystkich paliw rakietowych, lecz niezwykle trudna w utrzymaniu, co zwiększa ryzyko wszelkich wycieków. Te już wiele razy opóźniały start SLSa, podobnie wydarzyło się podczas pierwszej próby generalnej przed startem misji Artemis II 3 lutego. I nie zgadniecie, segment ten jest oparty na zbiornikach zewnętrznych wahadłowców STS.

Górnym członem rakiety, odpowiedzialnym za finalne umieszczenie kapsuły Orion z załogą na odpowiedniej trajektorii, jest Interim Cryogenic Propulsion Stage. To znowu nie jest żadna nowość – segment ten został wyjęty prosto z rakiet Delta firmy United Launch Alliance i zmodyfikowany tak, aby pasował do SLSa. Od misji Artemis IV ma zastąpić go budowany przez Boeinga Exploration Upper Stage, jednak czy to w ogóle kiedykolwiek nastąpi?

I problem z tym segmentem ostatecznie sprawił, że rakieta SLS musiała ponownie wrócić do hali montażowej, opóźniając start misji Artemis II. Po pozornym sukcesie drugiej próby generalnej, zaobserwowano przerwanie przepływu helu, który ma za zadanie oczyszczać silniki i utrzymywać odpowiednie ciśnienie w zbiornikach.

Rakieta SLS wyniesie w kosmos opracowaną przez Lockheed Martin kapsułę Orion, której koncepcja pojawiła się na samym początku XXI wieku. Mieści ona czwórkę załogantów i może pochwalić się przestrzenią o 50% większą od kapsuł programu Apollo. Ten element doświadczył poważnych problemów podczas wejścia w atmosferę w trakcie misji Artemis I, pomimo jej ostatecznego sukcesu. Osłona termiczna bowiem zamiast topić się w sposób kontrolowany, zaczęła kawałkami odpadać. Nie udało się jednak opracować możliwych do szybkiego wdrożenia korekt do samej osłony – zamiast tego zmieniono kąt wejścia kapsuły w atmosferę, aby ryzyko zminimalizować.

I na końcu docieramy do europejskiego wkładu w całą konstrukcję. Pod samą kapsułą znajduje się bowiem europejski moduł serwisowy, zbudowany przez firmę Airbus, korzystając z technologii statków bezzałogowych ATV. Zawiera on systemy napędowe, zasilania, kontroli termicznej, posiada również zbiorniki wody czy tlenu. Ta część będzie towarzyszyła kapsule aż do ostatnich chwil przed wejściem w atmosferę, kiedy nastąpi jej ostateczna separacja.

98-metrowa rakieta Space Launch System (fot. NASA)

Kto znalazł się w załodze misji?

W kapsule Orion “Integrity” zasiądą cztery osoby. Dowódcą misji jest Reid Wiseman – lotnik amerykańskiej marynarki wojennej, były szef biura astronautów oraz uczestnik lotu Sojuz TMA-13M w ramach którego spędził 165 dni na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej podczas Ekspedycji 41. Pilotem Artemis II jest natomiast Victor Glover – członek pierwszej operacyjnej misji SpaceX na ISS – Crew 1. Podobnie jak Wiseman, jest lotnikiem marynarki wojennej i pilotem doświadczalnym a w tej misji zostanie pierwszą ciemnoskórą osobą, która opuściła orbitę okołoziemską. 

W składzie załogi mamy także dwóch specjalistów misji – pierwszą kobietę i pierwszego nie amerykanina w locie księżycowym. Christina Koch jest jedną z rekordzistek najdłuższego czasu spędzonego w przestrzeni kosmicznej. Na pokładzie ISS spędziła 328 dni i brała udział w pierwszym całkowicie kobiecym spacerze kosmicznym. W tej misji znajdzie się także jeden nowicjusz – kanadyjczyk Jeremy Hansen. Ma on jednak bardzo bogate doświadczenie – był pilotem myśliwców, pracował jako CAPCOM – osoba, która jest pośrednikiem między kontrolą misji a astronautami na orbicie, brał udział w analogowej podwodnej misji NASA NEEMO a także prowadził klasę amerykańskich astronautów. Oprócz tego, na pokładzie kapsuły znajdzie się piąty pasażer – pluszak „Rise” (w nawiązaniu do legendarnego zdjęcia „Earthrise” z analogicznej misji Apollo 8) – który w trakcie lotu będzie pełnił funkcję wskaźnika wejścia w stan mikrograwitacji.

Załoga misji Artemis II – od lewej: Kanadyjczyk Jeremy Hansen, dowódca Reid Wiseman, pilot Victor Glover oraz specjalistka misji Christina Koch. Załoga trzyma w rękach piątego pasażera – pluszaka Rise (fot. NASA)

Jakie są różnice między misją Apollo 8 a Artemis II?

Na pierwszy rzut oka te misje wyglądają bardzo podobnie. W obu przypadkach astronauci lecą do Księżyca, okrążają go i wracają na Ziemię. Jednak pod spodem to dwa zupełnie różne światy. Apollo 8 poleciała w 1968 roku w środku kosmicznego wyścigu. To była misja o ogromnym ryzyku. Statek był testowany w pośpiechu, wiele systemów nie było jeszcze sprawdzonych w boju, a decyzje podejmowano szybko, pod presją polityczną. Chodziło o jedno. Być pierwszym. Artemis II działa według zupełnie innej filozofii. To misja testowa zaplanowana na spokojnie i krok po kroku. Jej celem nie jest wyścig, tylko bezpieczeństwo. Każdy element lotu ma zostać dokładnie sprawdzony, zanim ludzie naprawdę wrócą na powierzchnię Księżyca.

Różnica w trajektorii obu misji dodatkowo podkreśla odmienne podejście. Apollo 8 rozpoczęła lot na trajektorii swobodnego powrotu, ale w trakcie misji dokonano korekty, by wejść na pełną orbitę Księżyca i wykonać dziesięć okrążeń. Powrót na Ziemię wymagał później uruchomienia silnika za niewidoczną stroną Księżyca i wykonania manewru “transearth injection”. To było odważne i ryzykowne. Awaria silnika w tym momencie mogła oznaczać brak możliwości powrotu na Ziemię. W przypadku Artemis II sytuacja wygląda inaczej. Misja pozostaje na trajektorii free return, bez wchodzenia na orbitę Księżyca. Dzięki temu, nawet przy poważnej awarii, grawitacja Srebrnego Globu automatycznie sprowadzi statek z powrotem na Ziemię. Różne są też cele długoterminowe. Apollo 8 była jednorazowym krokiem prowadzącym do lądowania. Artemis II to część większego planu. Stałej obecności człowieka wokół i na Księżycu, a w przyszłości lotów na Marsa.

Podsumowując: Apollo 8 miała udowodnić, że to w ogóle możliwe, a Artemis II ma udowodnić, że potrafimy robić to bezpiecznie i na dłuższą metę.

Jakie eksperymenty naukowe zostaną wykonane podczas ekspedycji?

Artemis II nie zakłada lądowania na Księżycu, ale zasługuje na wiele więcej niż wzruszenie ramionami. Ta wyprawa jest niezwykle ważna, choćby ze względu naukowego. To będzie pierwszy od ponad pół wieku załogowy lot ludzi poza ziemską magnetosferę i pierwszy od czasów Apollo przelot ludzi w pobliżu Księżyca. Tyle że dziś nie lecą tam biorąc udział w wielkim wyścigu, czy sprawdzić, czy się da. Lecą po dane: o ludzkim organizmie, promieniowaniu, pracy załogi w głębokiej przestrzeni kosmicznej i o samym Księżycu oglądanym oczami ludzi, ale już według współczesnych standardów naukowych.

W misji Artemis II możemy wyróżnić dwa naukowe filary. Pierwszy to badania nad człowiekiem w przestrzeni kosmicznej: jak organizm i psychika reagują na lot dalej niż chroni nas ziemskie pole magnetyczne. Drugi to obserwacje Księżyca prowadzone przez załogę – uporządkowane rozpoznanie geologiczne, przygotowujące kolejne misje programu Artemis. NASA podkreśla, że z tego lotu mają wyjść nie tylko testy sprzętu, ale i dane potrzebne do przyszłych wypraw księżycowych i później marsjańskich.

W Artemis II astronauci będą jednocześnie badaczami, jak i materiałem badawczym. NASA oraz Kanadyjska Agencja Kosmiczna wymieniają pięć głównych obszarów badań zdrowia i wydolności człowieka: ARCHeR, Immune Biomarkers, AVATAR, Artemis II Standard Measures oraz monitorowanie promieniowania.

ARCHeR (Artemis Research for Crew Health & Readiness) – badanie to ma śledzić samopoczucie załogi, poziom aktywności, rytm snu oraz funkcjonowanie zespołu. Dane będą zbierane przed lotem, w trakcie lotu i po powrocie, między innymi za pomocą urządzeń noszonych na ciele i testów zachowania. Chodzi tutaj o bardzo konkretne pytanie – co dzieje się z człowiekiem i z małym zespołem zamkniętym na wiele dni w ciasnym statku, daleko od Ziemi, bez szybkiej możliwości przerwania misji i bez jako takiego komfortu, do którego przyzwyczaiła nas stacja kosmiczna. To zupełnie inna skala wyzwań niż wypady na niską orbitę okołoziemską, czy nawet wielomiesięczny pobyt na ISS.

Drugie badanie, Immune Biomarkers, dotyczy układu odpornościowego. NASA chce sprawdzić, jak lot poza niską orbitę okołoziemską wpływa na hormony stresu, komórki odpornościowe i reaktywację utajonych wirusów. To ważne, bo z wcześniejszych doświadczeń na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wiadomo już, że pobyt w kosmosie może osłabiać lub rozregulowywać odporność. W Artemis II próbki krwi mają być pobierane przed lotem i po locie, a próbki śliny również podczas misji. To pozwoli porównać stan układu odpornościowego przed ekspozycją na środowisko głębokiej przestrzeni kosmicznej, w jej trakcie i po powrocie.

AVATAR to jeden z najciekawszych eksperymentów podczas misji Artemis II i to nie tylko dlatego, że nazwa kojarzy nam się z wieloma rzeczami. A Virtual Astronaut Tissue Analog Response to badanie wykorzystujące tzw. narządy na chipie, czyli miniaturowe układy komórkowe odtwarzające wybrane funkcje ludzkich tkanek. Chodzi konkretnie o tkankę szpiku kostnego przygotowaną z komórek pochodzących od samych astronautów Artemis II. Ten ładunek biologiczny ma lecieć w autonomicznym module wewnątrz Oriona i przez cały lot doświadczać tego samego środowiska co załoga: mikrograwitacji i promieniowania kosmicznego. Po powrocie badacze przeanalizują zmiany w ekspresji genów na poziomie pojedynczych komórek.

Badanie Standard Measures rozszerza prowadzony od 2018 roku program zbierania ustandaryzowanych danych o zdrowiu astronautów. Do tej pory podobne pomiary wykonywano głównie w misjach na stację kosmiczną; Artemis II po raz pierwszy dołoży do tego zestawu dane z głębokiej przestrzeni kosmicznej. Zakres jest szeroki: próbki krwi, śliny i moczu, ocena stanu odżywienia, pracy układu krążenia i odporności, badania równowagi, układu przedsionkowego, mięśni, zmian mikrobiomu, zdrowia oczu i mózgu, a także objawów choroby lokomocyjnej. Po powrocie dojdą jeszcze testy funkcjonalne, między innymi związane z ruchem głowy, oczu i całego ciała, a także ćwiczenia symulujące szybki powrót do aktywności po lądowaniu.

Monitorowanie promieniowania to niezwykle ważna rzecz, gdyż stanowi ono jedno z największych zagrożeń dla zdrowia astronautów. Zwłaszcza, kiedy mówimy o wyprawie poza ochronne pole magnetyczne Ziemi. Dlatego na pokładzie znajdą się kieszonkowe dawkomierze noszone przez astronautów, dodatkowe czujniki rozmieszczone wewnątrz kabiny oraz cztery niemieckie przyrządy pomiarowe przygotowane we współpracy z Niemiecką Agencją Kosmiczną. Jeden z czujników ma mierzyć promieniowanie w różnych miejscach osłony statku i nawet ostrzegać, gdyby załoga musiała poszukać schronienia, np. w konsekwencji burzy czy nadmiernej aktywności słonecznej.  

Dużą część naukową będą stanowiły obserwacje Księżyca przez załogę. Zespół naukowców NASA będzie wspierał i instruował astronautów, a założenia są takie, by obserwować, analizować i fotografować cechy geologiczne powierzchni jak kratery uderzeniowe, dawne potoki lawowe, czy teksturę regolitu. Warto wspomnieć o ekscytującej części – być może załodze uda się zaobserwować tę, z naszej perspektywy, niewidoczną półkulę Srebrnego Globu. 

Co oprócz eksperymentów naukowych znajdzie się na pokładzie Oriona?

Misja Artemis II to nie tylko demonstracja technologii czy spełnienie celów naukowych, ale także symbol opuszczenia orbity okołoziemskiej po raz pierwszy od ponad 50 lat. 

Dlatego też, na pokładzie Oriona znajdzie się około 4,5 kilograma ładunku dodatkowego, pamiątek ukazujących ludzką determinację i siłę do eksploracji otaczającego wszechświata. W kapsule znajdą się kawałki pierwszego w historii samolotu braci Wright (jeden z nich był już w kosmosie podczas misji wahadłowca Discovery!), zdjęcie wykonane przez amerykańską księżycową sondę Ranger 7, czy amerykańską flagę, która miała polecieć na pokładzie anulowanej misji Apollo 18. Skoro o flagach mowa, dla jednej z nich będzie to już czwarty lot w przestrzeń kosmiczną. Znalazła się ona w pierwszej i ostatniej misji wahadłowców oraz misji Crew Demo-2. Amerykańska agencja udostępniła także możliwość zapisania się do wyjątkowej karty SD, na której znajdują się kilka milionów inicjałów ludzi z całego świata! Kosmogadka też się tam znalazła 🙂

A co czeka nas w przyszłości?

Na pewno nie będzie to scenariusz niczym z filmów o podboju kosmosu. Zaraz po powrocie na Księżyc ludzkość nie zbuduje tam od razu stałej bazy. Nie polecimy też od razu na Marsa. Na obecną chwilę nie jesteśmy nawet pewni, kiedy dokładnie odbędzie się pierwsze ponowne lądowanie ludzi na Srebrnym Globie. A co dopiero mówić o permanentnej bazie czy podróżach na inne planety. Choć plany od początku były bardzo ambitne, program szybko zweryfikowała rzeczywistość. Już w trzeciej misji programu Artemis człowiek miał ponownie postawić stopę na naszym naturalnym satelicie. Jednak z powodu licznych opóźnień wydarzenie to zostało przesunięte na kolejną misję.

Obecnie plan zakłada, że misja Artemis III wystartuje w 2027 roku. Statek Orion ma wtedy spotkać się na orbicie Ziemi z jednym z księżycowych lądowników wybranych przez NASA. Oprócz systemu Starship od SpaceX agencja zakontraktowała również lądownik Blue Moon firmy Blue Origin. NASA chce przetestować współpracę Oriona z jednym lub nawet z oboma tymi systemami, dokując Oriona z lądownikiem na orbicie i przeprowadzając szereg testów – podobnie jak miało to miejsce podczas misji Apollo 9. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsze lądowanie astronautów na Księżycu w ramach programu Artemis nastąpi dopiero podczas misji Artemis IV – na początku 2028 roku.

Co ciekawe, NASA zmienia również plany dotyczące samej rakiety SLS. Początkowo po trzech pierwszych lotach w konfiguracji Block 1 rakieta miała zostać zmodernizowana do wersji Block 1B z nowym, większym stopniem górnym Exploration Upper Stage. Teraz jednak agencja ogłosiła, że rezygnuje z tej modernizacji. Zamiast tego przyszłe loty mają wykorzystywać konfigurację określaną jako „near Block 1”. NASA nie podała jeszcze szczegółów dotyczących nowego stopnia górnego. Obecny ICPS bazuje bowiem na stopniu rakiety Delta IV, która nie jest już produkowana. Na jednej z grafik opublikowanych przez agencję można jednak zauważyć ciekawy szczegół. Podczas jednej z przyszłych misji, prawdopodobnie od Artemis IV wzwyż, statek Orion wydaje się być połączony ze stopniem górnym rakiety Vulcan Centaur firmy ULA. NASA nie potwierdziła tego w żaden inny sposób poza tą pojedynczą grafiką, jednak taka konfiguracja miałaby sporo sensu. Drugi stopień Vulcana ma bardzo zbliżone wymiary do obecnego ICPS, a same stopnie Centaur słyną ze swojej niezawodności i precyzji.

Wiele pytań nadal pozostaje jednak bez odpowiedzi. Jednym z nich jest przyszłość nowej wieży startowej budowanej dla rakiety SLS w wersji Block 1B. Konstrukcja ta miała obsługiwać zmodernizowaną wersję rakiety wyposażoną w nowy stopień górny Exploration Upper Stage. Jednak sam projekt wieży od lat zmaga się z ogromnymi opóźnieniami i rosnącymi kosztami. Początkowo jej budowę wyceniano na około 383 miliony dolarów, jednak obecnie koszt ten wzrósł już do niemal 1,8 miliarda dolarów. Choć ulepszenie rakiety SLS zostało już anulowane, pozostaje pytanie, co w takim przypadku stanie się z wieżą, która jest już na bardzo zaawansowanym etapie budowy.

Na jednej z ostatnich konferencji NASA, dowiedzieliśmy się o anulowaniu projektu Lunar Gateway – stacji kosmicznej planowanej na wysokiej orbicie wokół Księżyca. Zbudowane już moduły stacji zostaną wykorzystane w bazie już na powierzchni Srebrnego Globu.Głównym zadaniem rakiety SLS w wersji Block 1B miało być właśnie wynoszenie cięższych ładunków, w tym modułów stacji Gateway wraz ze statkiem Orion.

Przyszłość całego programu pozostaje więc bardzo niepewna i prawdopodobnie będzie jeszcze wielokrotnie modyfikowana. Choć obecnie w planach znajdują się misje nawet powyżej Artemis 10, tak naprawdę nie mamy dziś możliwości spekulować, ile z nich ostatecznie się odbędzie i jak dokładnie będą wyglądały. Ogromne koszty, opóźnienia oraz rosnąca krytyka programu prowadzą nawet do pojawiania się głosów sugerujących, że mógłby on zostać zakończony niedługo po pierwszym powrocie Amerykanów na powierzchnię Księżyca. Na razie jednak brakuje solidnych dowodów potwierdzających wiarygodność takich scenariuszy.

Na obecną chwilę trudno więc mówić nawet o najbliższej przyszłości programu, nie wspominając już o misjach od Artemis IV wzwyż. Jedyne, co nam pozostaje, to śledzić kolejne informacje publikowane przez NASA. Mimo to nastroje dotyczące przyszłości programu Artemis wydają się dziś w dużej mierze pesymistyczne.

Dyskusja (0 komentarzy)
  • Napisz komentarz jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Formularz ochrania reCAPTCHA i Polityka Prywatności oraz Warunki Korzystania Google'a mają zastosowanie.